Zapisz na liście zakupowej
Stwórz nową listę zakupową

Przygoda w Przeklętym Mieście cz. 3 - Powrót do domu

2021-04-25
Przygoda w Przeklętym Mieście cz. 3 - Powrót do domu

Po wyleczeniu ran, podreperowaniu uszkodzeń, zakupie ulepszeń sprzętu u mechanika pokładowego Adamantu, usiedliśmy do planowania dalszych działań. Po pierwszej przygodzie doszliśmy do wniosku, że musimy się dozbroić do walki z siłami Darukara. Glaurio wyjawił, że w jego starym domu rodzinnym powinno być sporo broni dobrej jakości oraz dużo przedmiotów mogących pomóc nam w wyprawie. Niestety po tym jak jego rodzina dołączyła do Darukara odszedł i nie był w domu do tego czasu. Nie wiedzieliśmy co możemy zastać w środku, ustaliliśmy jednak, że odwiedziny rodzinnej posiadłości Glaurio są dobrym krokiem w naszej wyprawie.

Od razu przy wejściu poczuliśmy, że coś jest nie tak. Wszechobecny smród śmierci i zgnilizny wyciskał łzy z oczu! Z pokoju obok przywitał nas suchy śmiech oraz słowa „Czekaliśmy na Ciebie Glaurio. Ja i moja świta. Wiedziałem, że w końcu przyjdziesz. Witaj w domu.”

Kto, co i dlaczego? Krasnolud pierwszy wyrwał się z zamyślenia. Nie czekał na dalsze wyjaśnienia. Ruszył do akcji. Wbiegł do pokoju i zobaczył olbrzymi, mocno opancerzony szkielet z opaską na oku, uzbrojony w halabardę i miecz. Odporny na różne okropieństwa łażące po Przeklętym Mieście, Dagnai wypalił ze swojej broni wbijając harpun w przeciwnika, rozrywając i odrywając kilka kości.

Jelsen ruszył jego śladem i wpadł do pomieszczenia, oddając strzał i także odrywając kilka fragmentów zbroi z wielkiego szkieletora. To go rozjuszyło! Wydał z siebie nieartykułowany odgłos i natarł na krasnoluda i łowcę. Zaraz potem do pomieszczenia przez tylne drzwi wpadły trzy mniejsze szkielety uzbrojone we włócznie. Cała ta koścista banda zaatakowała połowę naszej drużyny zadając dotkliwe rany.


Powitanie w domu rodziny Glaurio nie przebiegało tak, jak się tego spodziewaliśmy. Na szczęście były mieszkaniec, widząc co zrobili z jego domem i jak toczyła się do tej pory nasza misja, postanowił zrobić z tym porządek. Szlachcic wpadł do pokoju i dwoma cięciami sprawił, że dowódca kościanej ferajny rozpadł się w proch.

Teraz pozostało uporać się z jego pobratymcami, co z pomocą misjonarki Cleony, udało się dość sprawnie. Po rozprawieniu się z tą grzechoczącą bandą, Dagnai sprawdził ich resztki i znalazł magiczny napój leczący. Zapewne przyda się on na później.

Wchodząc do pomieszczenia, z którego wybiegły pomniejsze uzbrojone szkielety zaatakowały nas olbrzymie stada nietoperzy, podobne do tych z poprzedniej przygody w alejkach. Mając już doświadczenie w walce z tym przeciwnikiem, poradziliśmy sobie dość szybko.

Cleona weszła do pokoju i od razu uwagę jej przykuł jakiś delikatny ruch za zwalonym filarem. Jelsen jako wprawny łowca rzucił się od razu naprzód, by rozpocząć pojedynek z czającym w cieniu wampirem! Szybka wymiana ciosów i krwiopijca zwęglał się na podłodze, przebity kołkiem. Musiał to być jakiś młody osobnik ucinający sobie drzemkę w posiadłości.

W międzyczasie Cleona przygotowała czar, który poleciał w kierunku kłębiącego się dywanu szczurów.

Jelsen rzucił się w stronę drzwi, przy których dopalały się ich resztki. Za nimi, w kolejnym pomieszczeniu kłębiło się ich jeszcze więcej. Do tego niedaleko słychać było chrzęst kości – więcej szkieletowych wojowników nadchodziło. Na pomoc łowcy pobiegł Glaurio. Musieli obronić to wejście by nie zalała nas fala przeciwników, bo z tylnych pomieszczeń zaczęło napływać coraz więcej uzbrojonych szkieletów. Krasnolud skręcił w lewy korytarz ubezpieczając tyły.

Kilka kolejnych minut spędziliśmy na wyżynaniu fali przeciwników w przejściu. Kiedy sytuacja została opanowana, Cleona wraz Krasnoludem postanowili zwiedzić dalszą część posiadłości, gdy łowca i Glaurio przeczesywali truchła. Jeden z nich podniósł z podłogi całkiem duży kawałek drogocennego kamienia. Misjonarka wraz z Dagnaiem znaleźli się w kolejnym pokoju pełnym szczurów. Chwilę trwało, zanim się z nimi uporali. Krasnolud zajrzał pod pęknięty filar by zbadać co tam się kryje, gdy nagle słychać było jak przeskakuje jakaś zapadnia i wystrzeliwuje w jego stronę jakiś magiczny pocisk. Na szczęście czar nie wyrządził żadnej krzywdy Dagnaiowi.

Zamieszanie obudziło stado wściekłych nietoperzy z sali obok.

Kiedy było już bezpiecznie ruszyliśmy dalej, ale głośny krzyk wzywający pomocy sprawił, że krasnolud zawrócił by sprawdzić, co takiego działo się u Glaurio i Jelsena.

Gdy wszedł do pomieszczenia, gdzie odbył się pojedynek łowcy z wampirem, zobaczył szlachcica przygwożdżonego przez duże nietoperze.

Glaurio krwawił obficie z wielu ran i na oślep odganiał się od fruwających paskud. Krasnolud wypalił, raniąc kilka latających potworów. W tle, za byłym właścicielem domu widać było już biegnącą na pomoc misjonarkę. Musiała znaleźć inną drogę przez posiadłość. Łowcy czarownic nie było nigdzie widać.

Wtem Dagnai usłyszał krzyk Glaurio, który mocno gestykulował wskazując na coś za krasnoludem. Ten podszedł do drzwi i zobaczył kolejną bandę szkieletów, a przed nimi chmarę szczurów. Zaatakował i zabił kilka paskudztw.

Powoli zaczęliśmy się zastanawiać, ile jeszcze przeciwników kryje się w tej posiadłości. Musiała być to pułapka zastawiona przez mroczne siły, by wyeliminować nas jednego po drugim.

I właśnie tak rozmyślając, od boku dobiegła do niego kolejna trójka umarłych wojowników. Krasnolud przyjął ataki zewsząd. Szkielety atakujące od boku, wyprowadziły celne ataki, które mogły ściąć Dagnaia z nóg, jednak dobra krasnoludzka zbroja wytrzymuje takie rzeczy, dzięki czemu na szczęście przeżył pierwszy atak zasadzki bez draśnięcia.

Jak dobrze, że był otoczony – mógł atakować we wszystkich kierunkach. Po przerzedzeniu przeciwników przez krasnoluda, pozostali uczestnicy naszej bandy przybyli z pomocą. Zza pleców przybiegł Glaurio, odstrzeliwując pozostałe ożywione szkielety, a w pomieszczenia przed Dagnaiem i Glaurio łowca czarownic włączył się do walki posyłając resztę w rozsypkę. Misjonarka podążyła ścieżką Jelsena i wyłoniła się za nim w pokoju, gdy ostatni z przeciwników padali na ziemię.

Jednogłośnie stwierdziliśmy, że mamy dość wrażeń, jak na jedną wyprawę. Zebraliśmy całkiem sporo skarbów, więc mogliśmy wracać na pokład Adamantu. Po drodze do wyjścia mieliśmy nadzieję, że uda nam się zebrać jeszcze jakieś przydatne rzeczy. Podczas przeszukiwania ostatnich makabrycznych schowków, Witch Hunter usłyszał na zewnątrz jakiś hałas.

Wyjrzał i ku swojemu przerażeniu zobaczył, że pomocnicy Radukara właśnie powiesili czterech mieszkańców miasta. Patrzył na scenę jak zamroczony. Wtem zza jego pleców wybiegł Glaurio i wykorzystując swoje celne oko, przestrzelił liny postronnych ofiar. Trzech udało się uratować. Co by nie mówić, szlachcic poważnie traktuje chęć zmycia plamy na rodzinnym honorze.

Po dostaniu się na statek zabraliśmy się do napraw, modyfikacji sprzętu i liczeniu łupów. Udało nam się zyskać siedem kawałków drogocennego kruszcu i kilka przydatnych przedmiotów. Okazało się, że na pokładzie znajduje się także wędrowny medyk, który pomógł nam opatrzyć rany i podarował napój leczący. Patrząc na dzisiejsze wydarzenia, będzie on bardzo przydatny w dalszej wyprawie. Któż może wiedzieć jakie potworności czekają nas jeszcze w Przeklętym Mieście?

 

Pokaż więcej wpisów z Kwiecień 2021
Zaufane Opinie IdoSell
4.88 / 5.00 997 opinii
Zaufane Opinie IdoSell
2020-08-19
2020-08-24
Szybka dostawa i miła obsługa
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel